W dyskusjach internetowych…

Kategorie Historia

W dyskusjach internetowych dotyczących tolerancji w ogóle a stosunków religijnych w szczególności, często pada często stwierdzenie, że “my” (znaczy katolicy czy szerzej chrześcijanie) to jesteśmy normalni, nie to co ten islam. Oczywiście nie mam zamiaru się kłócić, że islamskie prawo karania (nawet śmiercią) za apostazję jest chore i absolutnie nie do przyjęcia. Niezmiennie śmieszy mnie jednak przypisywanie katolicyzmowi zasługi za rzeczony “bardziej tolerancyjny klimat” jaki mamy obecnie w naszej części świata. Wbrew propagandzie apologetów uważam, że to nie dzięki chrześcijaństwu czy jego najstarszej (w Zachodniej Europie), katolickiej wersji mamy obecnie taki komfort jeśli chodzi o wybór wyznawanej religii (jak i możliwość nie wyznawania żadnej). Jakiś czas temu colega @shadowboxer skrobnął ciekawy tekst prostujący kłamstwa pewnego poety i filozofa mówiące, że to chadekom (w domyśle: chrześcijaństwu i chrześcijanom) zawdzięczamy wolność i tolerancję religijną. Nie trzeba być jakimś ekspertem historycznym żeby wiedzieć, że jest to raczej zasługa oświeceniowych idei. Ich związek zaś z katolicyzmem był taki…, że generalnie powstały one w kontrze do porządku politycznego i społecznego który kościół afirmował.

Znany nam dzisiaj standard, którego korzenie sięgają oświecenia, wcale nie został zaprowadzony szybko i bezboleśnie. Sojusz tronu i ołtarza, będący normą dla większej części europejskiej historii, wcale nie odszedł na śmietnik historii wraz z rewolucją francuską. Jeszcze w XX wieku kościół i powiązane z nim organizacje próbowały szukać porozumienia i poparcia ze strony państwa aby narzucać się ogółowi obywateli. Często władze te były autorytarne lub nawet totalitarne, a związki kościoła z nimi prowadziły do otwartych prześladowań czy nawet masowych mordów. Tym tekstem chciałbym otworzyć króciutki cykl wpisów na temat tego jak rzeczywiście kościół i katolicy zapatrywali się na kwestie wolności sumienia i jak daleko byli w stanie posunąć się gdy sprzyjały im okoliczności. W tym wpisie zaczniemy opowiadać sobie o włoskim kościele i Akcji Katolickiej w czasach rządów faszystów. Będzie on o tyle ciekawy (zwłaszcza w świetle wpisów apologetów kreujących kościół i katolików na ofiarę autorytaryzmów i totalitaryzmów), że okaże się, że często to “zbrodniczy reżim” musiał hamować swoich co bardziej krewkich katolickich poddanych przed robieniem kuku tym, których uważali oni za “wrogów”.

Historia związków KK z rządami włoskimi (faszystowskimi czy w ogóle sekularnymi) była bardzo burzliwa. Wynikało to z tego, że powstanie państwa włoskiego wiązało się ze znacznym uszczupleniem teokratycznej władzy papieskiej w Państwie Kościelnym (a raczej- ograniczenie zasięgu terytorialnego tegoż państwa). Papieże długo nie mogli się pogodzić z wolą swoich rodaków co do posiadania świeckiego, zjednoczonego państwa. W tak zwanym międzyczasie potrafili prześladować zwolenników sekularnej (czy to republikańskiej czy monarchicznej) władzy, a nawet napuszczać siły zbrojne obcych państw na buntujących się rodaków. Jednym z powodów tego stanu rzeczy był fakt, że republikanie i liberałowie opowiadali się za wolnością wyznania (w Państwie Kościelnym wolność wyznania mieli tylko katolicy i żydzi). Wszystko to jednak nie zdało się na zbyt wiele i od XIX wieku papieże sukcesywnie tracili swoją ziemską władzę. Pojawienie się ruchu faszystowskiego nie poprawiło tego stanu rzeczy. Faszyści byli bowiem często otwarcie antyklerykalni i potrafili występować przeciwko kościołowi. Bez wnikania w szczegóły- w końcu jednak obydwie strony- faszyzujące się Włochy i włoski, kierowany przez papieża kościół- doszły do wniosku, że zdecydowanie lepiej będzie współpracować niż się zwalczać.

Cezurą we wzajemnych stosunkach był rok 1929. Doszło wówczas do podpisania tak zwanych traktatów laterańskich, które regulowały zależności i powiązania między kościołem a państwem. Pius XI widział w traktach znakomitą okazję do “chrześcijańskiej restauracji społeczeństwa”. Głównym narzędziem przywracania dominacji katolickich wartości w społeczeństwie miała być Akcja Katolicka, która dzięki układom zyskiwała teraz oficjalny, prawny status. Chrześcijańskie odrodzenie nie kończyło się jednak tylko na kampaniach przeciwko bluźnierstwom czy “krucjatach” wymierzonych w “niemoralne” filmy, książki i przedstawienia. Do tego dochodziło również odrodzenie się wpływów kościoła na nauczanie w szkołach oraz działalności grup młodzieżowych i robotniczych. Wielu katolickich liderów wyrażało nadzieję, że możliwa jest klerykalizacja i niejako “ochrzczenie” faszyzmu- czyli wykorzystanie faszystowskiego państwa do działalności zgodnej z interesami i nauczaniem kościoła.

Nie do końca wiadomo co na ten temat sądził papież. Nie wiemy nic o jakichś średnio- czy długoterminowych planach współpracy, ale widział on rosnące poparcie dla Mussoliniego i jego ruchu. Na krótko przed podpisaniem traktatów spotkał się z członkami Akcji Katolickiej i zachęcał ich do “podwojenia liczby członków, zwiększenia siły chrześcijańskiej armii zarówno pod względem jakości jak i ilości”. Wiemy jednak, że szeregi Akcji nie rosły tak szybko jakby sobie tego życzyli liderzy. Większe sukcesy udawało się odnieść przy rekrutacji ludzi do młodzieżówki. Powolny wzrost, niespełniający oczekiwań liderów doprowadził początkowo do kryzysu wśród wyższych szarż. Jednym z powodów małego zainteresowania Akcją Katolicką wśród Włochów były rzeczone traktaty Laterańskie. Skoro “Włochy odzyskały Boga, a Bóg odzyskał Włochy” to po co w ogóle angażować się w działalność tego typu? Ta narracja była zresztą wspierana przez rządzących, którzy jednocześnie starali się infiltrować szeregi AK faszystowskimi działaczami.

Wytrwałość papiestwa i wyższego duchowieństwa w propagowaniu AK zaczęły jednak w końcu przynosić rezultaty i jej liczebność oraz wpływy rosły. Na koniec 1930 liczba członków osiągnęła milion. Kryzys z 1931 roku nieco spowolnił wzrost, ale były to tylko chwilowe zawirowania. Rosnąca siła, poparcie hierarchii i formalizacja uzyskana dzięki traktatom laterańskim sprawiły, że kierownictwo Akcji uznało, że jest ona gotowa rozpocząć swoją misję “duchowego odrodzenia społeczeństwa włoskiego”. Działalność ta rozwijała się na wielu frontach. Przede wszystkim dotyczyła “formacji” członków czyli wyedukowania ich w kwestii tego w co i dlaczego należy wierzyć i jak postępować. Dotyczyło to nie tylko młodzieży, ale także dorosłych. Uformowaniu członkowie (albo chociaż “zaawansowani”) brali już udział w “krucjatach” czyli aktywnościach mających na celu podnosić standardy publicznej moralności. Chodziło tutaj o akcje wymierzone w pokazy “niemoralnych” filmów, demoralizujące przedstawienia, piosenki, imprezy (szczególnym problemem był… taniec), książki oraz fakt uprawiania sportu przez kobiety. Przy czym co do tego ostatniego nie chodziło o zakaz aktywności sportowej kobiet w ogóle, ale o “godny strój” czyli nie odsłaniający zbyt wiele ciała.

Kampanie te były wspierane przez prasę katolicką i to nie tylko na poziomie diecezjalnym, ale także przez papieski “L’osservatore romano”. Kolejnym przejawem działalności (aczkolwiek mocno powiązanym z poprzednimi) były tak zwane “kampanie przeciwko bluźnierstwom”, które Akcja Katolicka koordynowała na poziomie lokalnym. Ożywiona działalność często prowadziła do napięć z mniej religijną częścią społeczeństwa, w tym z kręgami faszystowskimi. Niejako zagraniem na nosie zaangażowanym katolikom był fakt, że prezesem Narodowego Komitetu Przeciwko Bluźnierstwom był nie kto inny jak sam Mussolini, znany z nieprzebierania w słowach. Mimo to Akcja miała swoich przedstawicieli i zwolenników także wśród faszystowskich parlamentarzystów. Działalność tak zwanych “klerofaszystów” świadczy o tym, że obydwa obozy potrafiły zgodnie współpracować. I tak na przykład oficjalny organ prasowy Akcji wychwalał pod niebiosa faszystowski parlament za zaostrzenie norm dotyczących ubioru nauczycielek. Podobała mu się także działalność cenzorska rządu (aczkolwiek tutaj często utyskiwano na zbyt małą czujność). Oczywiście nie było idealnie, bo rządzący np. nie chcieli zaostrzać restrykcji dotyczących ubioru sportowego kobiet oraz zezwalali na sprzedaż książek, które kościół miał w swoim indeksie Ksiąg Zakazanych.

Nie był to jednak największy punkt zapalny- tym była antyprotestancka kampania Akcji i całego kościoła. Doprowadziło to do poważnego kryzysu w relacjach kościół – państwo o czym wspominał sam Mussolini w telegramie wysłanym do ambasad włoskich 29 maja 1931 roku. Jego zdaniem kościół chciał poprzez tę działalność doprowadzić do “ zdławienia agitacji protestanckiej i wolności wyznania”. Jakkolwiek nie była to jedyna czy główna przyczyna kryzysu, to jednak istotna. Po traktatach laterańskich kościół oczekiwał od rządu pomocy w zastopowaniu rozwijających się wspólnot protestanckich i za pomocą członków AK starał się wywrzeć presję zarówno na rządzie centralnym jak i administracji prowincjonalnej. Budziło to poważne obawy dotyczące przyszłości Włoch jako świeckiego państwa zwłaszcza, że traktaty laterańskie przyznawały katolicyzmowi status religii uprzywilejowanej, „oficjalnej”.

Aby uspokoić nastroje bardziej laickiej i innowierczej części społeczeństwa, Mussolini wprowadził prawo “culti amessi”. Rok później wprowadzono bardzo podobne przepisy dotyczące gmin żydowskich, które również obawiały się ewentualnych konsekwencji paktów laterańskich i presji ze strony środowisk katolickich. “Culti amessi” (dosłownie – “dozwolone kulty”) dawały prawną podbudowę pod działalność związków wyznaniowych innych niż katolickie i zostały przegłosowane bez ani jednego “nie” w parlamencie. Ta jednomyślność została jednak wymuszona przez reżim gdyż katoliccy parlamentarzyści tacy jak Egilberto Martire, Aristide Carapelle czy Ernesto Vassallo początkowo otwarcie krytykowali pomysł i wskazywali na protestanckie kościoły jako źródło zagrożenia. Wtórowało im wielu innych katolickich działaczy, między innymi Igino Giordani, opiekujący się magazynem Fides (mający obecnie status Sługi Bożego w KK co oznacza, że w przyszłości może zostać ogłoszony świętym). Co ciekawe Igino nie po drodze były z faszystami w ogóle a klerofaszytami w szczególności. Takie porozumienie ponad podziałami. Uchwalenie prawa o “dozwolonych kultach” wywołało jawny sprzeciw Stolicy Apostolskiej. Papieżowi szczególnie nie podobał się fakt, że nowe prawo nadawało oficjalny status protestanckim wspólnotom wyznaniowym. Wcześniej działały one niejako w “szarej strefie” i były po prostu tolerowane. Teraz były uznawanymi przez państwo kościołami.

Kolejnym punktem zapalnym był Artykuł 5 nowego prawa, który głosił “Istnieje kompletna wolność słowa w kwestii spraw religijnych”. Oznaczało to bowiem utratę prawnej możliwości kontrolowania publikacji protestanckich, którą kościół posiadał przynajmniej teoretycznie (pakty laterańskie, a konkretnie Artykuł 28, stanowiły bowiem “Biblie, mszały i publikacje modlitewne nie mogą być drukowane bez zgody biskupa”). Mimo tej porażki, kościół nie ustawał w swoich dążeniach do zdławienia działalności misyjnej protestantów zwłaszcza, że zaczęła ona przybierać na sile i, zdaniem samego kościoła, przynosiła coraz lepsze (tzn. gorsze dla niego) rezultaty. Obwiniano o to, oczywiście, “Culti amessi”. W odpowiedzi kościół organizował wykłady “dowodzące” fałszywości protestanckiego nauczania, próbował je ośmieszać, wielu duchownych wygłaszało antyprotestanckie kazania (część z nich była na tyle agresywna, że władze lokalne zabraniały księżom nauczania na ten temat), zwoływał antyprotestanckie demonstracje, kolportował literaturę i ulotki. Kościół i działacze próbowali wciągać policję do działania po swojej stronie. Niektórzy komendanci nakazywali swoim podwładnym ignorować wezwania tego typu. Nie brakowało jednak takich, którzy angażowali się po katolickiej stronie i przepędzali protestanckich misjonarzy. Zdarzały się aresztowania, pobicia, nakładanie kar finansowych.

Katolicka kampania antyprotestancka wzmocniła nieufność społeczeństwa włoskiego w stosunku do protestantów. Zagraniczny rodowód protestanckich wyznań był kartą którą kościół grał aby motywować ludzi do których bardziej przemawiały hasła narodowe niż religijne. Oprócz tego katolicy wytykali protestantom powiązania z masonerią oraz fakt, że wielu pastorów miało polityczną przeszłość w ugrupowaniach antyfaszystowskich. To wszystko sprawiło, że znaczna część społeczeństwa, nawet ta bardziej laicka, zaczęła kupować katolicką narrację o protestantach i bardzo krytycznym okiem patrzyła na ich działalność. Kościół był jednak niezadowolony z braku konkretnych działań na szczeblu centralnym. W trakcie spotkania między papieżem a Mussolinim w 1932 roku, ten pierwszy narzekał na bierność rządu w tej sprawie. Duce wolał jednak stać z boku i nie angażować sił państwa w ten konflikt. Zdaniem niektórych badaczy sytuacja protestantów włoskich była lepsza w czasach rządów faszystowskich niż w czasach rządów chadecji w latach 40. i 50.
Akcja Katolicka uczestniczyła także w kontrolowaniu wprowadzania postanowień porozumienia między Stolicą Apostolską a rządem.

Początkowo chciała brać ona czynny udział w ich implementacji, ale spotkało się to ze sprzeciwem ze strony faszystowskiej. Z pomocy AK korzystano głównie w formacji katechetów dla szkół średnich (porozumienie wprowadzało na nowo religię do szkół). Szczególnie ważny dla AK i kościoła był obowiązek przestrzegania niedzieli i dni świątecznych jako wolnych od pracy. Działacze katoliccy tworzyli spisy firm pracujących w niedzielę i donosili na nie rządzącym. Raportowano także urzędników państwowych, którzy przymykali na to oko. Z drugiej strony- próbowano wymusić zaprzestanie świętowania 20 września (na pamiątkę zdobycia papieskiego Rzymu przez wojska włoskie). Mimo początkowych problemów, Watykan doprowadził w końcu do usunięcia tego święta. Co więcej- zostało ono zastąpione świętem dla uczczenia rocznicy podpisania porozumień laterańskich. Coraz śmielsze poczynania kościoła i rosnąca presja na rząd dotycząca zwalczania protestantów, cenzurowania “niemoralnych dzieł”, krytyka opieszałości rządu w implementowaniu postanowień traktatów laterańskich oraz brak entuzjazmu zaczęła denerwować faszystów.

I tutaj pozwolę sobie póki co zakończyć, bo taką kaskadę tekstu i tak już ciężko będzie przeczytać. Wpis powstał na bazie rozdziału 5 (“The Catholic offensive: Catholic Action and the Regime, 1929-31”) książki “The Vatican & Italian Facism 1929-32: A study in conflict” autorstwa Johna F. Pollarda. Autor jest wykładowcą Uniwersytetu w Cambridge a sama książka została wydana przez wydawnictwo tegoż uniwersytetu. Oczywiście nie gwarantuje to nieomylności, ale daje solidne podstawy żeby wierzyć, że autor jest bardzo rzetelny gdyż jest to jedno z najbardziej prestiżowych wydawnictw akademickich. Zainteresowanych materiałami źródłowymi odsyłam do tego rozdziału książki- ma on bardzo bogatą bibliografię.

PS. Generalnie ta epoka i region nie są moją mocną stroną więc w razie znalezienia błędów- śmiało poprawiać!

PS2. Chciałbym z tego miejsca pozdrowić serdeczenie @OjciecMarek z którym ostatnio na ten temat rozmawiałem.

PS3. Wybaczcie ewentualne błędy, ale w trosce o zdrowie psychiczne i fizyczne @robson7 postanowiłem sam dokonać korekty tekstu.

#katolicyzm #historia #gruparatowaniapoziomu #faszyzm #neuropa #4konserwy #religia #chrzescijanstwo #ateizm #zainteresowania #wlochy

Mussolini daje autograf fanom: